I LO w Ostrowie Wielkopolskim

im. ks. Jana Kompałły i Wojciecha Lipskiego

I Liceum Ogólnokształcące

Rok załołożenia 1845

ul. Gimnazjalna 9
63-400 Ostrów Wielkopolski
tel. (62)736 62 91, (62)591 83 32
liceum@1liceum.edu.pl
1lo.ostrowwielkopolski@gmail.com

Szkoła

Patroni

ks. Jana Kompałła
Ks. Jan Kompałła
(1777-1844)
Wojciech Lipski
Wojciech Lipski
(1805-1855)


ks. Jan Kompałła

Urodził się 26 stycznia 1776 r. we wsi Jeżowa w powiecie lublinieckim na Sląsku. Był synem chłopskim; Andrzeja i Zuzanny Kompałłów. Do dwunastego roku życia uczęszczał do szkoły elementarnej w Jezowej; prowadził ją nauczyciel Polak, Karol Szczurecki. Następnie przeniósł się do gimnazjum cystersów w Jemielnicy (Himmelvitz), pow. Wielkie Strzelce, które ukończył w 1795 r. W ciągu następnych trzech lat studiował filozofię i teo1ogię na Uniwersytecie Wrocławskim. Dnia 6 kwietnia 1798 r. złożył końcowe egzaminy, a 30 kwietnia wstąpił do wrocławskiego seminarium duchownego, za rektoratu Szymona Sobiecha. 25 marca 1799 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa sufragana wrocławskiego Emanuela Schimonskiego. Do końca września przebywał w seminarium dla pogłębienia studiów. Po kilkudniowym pobycie "u swoich i przyjaciół" został od 28 listopada 1799 wikariuszem, najpierw w Trembaczowie, a od 7 sierpnia 1800 r. do 7 sierpnia 1801 w Ostrzeszowie. Następnie był najpierw komentarzem, a potem plebanem w Bukownicy Ostrzeszowskiej (1801-1829), okresowo zarządzał parafią w Przedborowie (1817-1826) i w Grabowie (1829) oraz był dziekanem ostrzeszowskim (1826-1829). Niezbyt dobrze musiały wyglądać interesy materialne ks. J. Kompałły, skoro jeszcze w Bukownicy korzystał z pomocy swego brata. W zamian za to zobowiązał się opiekować dziećmi w wypadku śmierci brata. W łatach 1829-1831 był proboszczem w Swięciochowie koło Leszna, a potem do zgonu w Ostrowie. Na ostatnie probostwo udzie1ił prezenty ks. J. Kompalle formalnie Antoni książę Radziwiłł, dopiero co zdymisjonowany namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Przyjaciel Kompałły, ks. Strybel, podaje jednak ciekawą wiadomość, że A. Radziwiłł, aby się pozbyć natręctw konkurentów "oddał na ten raz władzy duchownej moc prezentowania pasterza do Ostrowa". Wybrał więc J. Kompałłę ówczesny arcybiskup poznański ks. Marcin Dunin, a wybór ten spotkań się z życzliwym przyjęciem u władz pruskich. Nowy bowiem proboszcz jeszcze w Święciochowie miał, zdaniem niemieckiego historyka Manfreda Lauberta, okazać swą wierności rządowi pruskiemu w czasie powstania listopadowego, nie licząc się z reakcją, jaką taka postawa wywoła u Polaków. Będąc proboszczem w Ostrowie, był również wice dziekanem koźmińskim , a od 1834r. dziekanem ostrzeszowskim, mimo ze Ostrów do ostatniego dekanatu nie należał. Te kolejne nominacje były więc wyrazem zaufania, jakie zdobył sobie swym stanowiskiem w czasie powstania, u władz pruskich i koście1nych. Dawał bowiem gwarancje uspokojenia terenu, który niedawno żywo angażował się w pomoc dla powstania. Nie tylko pozostawał on w bliskich kontaktach z arcybiskupem M. Duninem i książętami Radziwiłłami z Antonina, ale również z dowódcą wojsk pruskich w Wielkopolsce, gen. Karolem Grolmannem i naczelnym prezesem prowincji Henrykiem Flottwellem, których gościł często u siebie. Ten ostatni zresztą od 1836 r. zabiegał, choć bezskutecznie, o odznaczenie ostrowskiego proboszcza. Widział w nim zapewne człowieka, który pomoże mu zdobyć serca polskich chłopów, jako pochodzący z tej samej warstwy, i wygrać je przeciw polskości. Przełom w postawie narodowej J. Kompałły nastąpił zapewne, podobnie jak dla sporej części społeczeństwa polskiego w Wielkopolsce, w związku z konfliktem arcybiskupa M. Dunina z rządem pruskim, który wybuchł w 1838 r. Tym razem J. Kompałła opowiedział się po stronie uwięzionego arcybiskupa. Ułatwiło mu to też nawiązanie bliskich kontaktów z liberalną szlachtą, wówczas ostoją polskości. Były one szczególnie bliskie z Wojciechem Lipskim z Lewkowa Natomiast na odznaczenie musiał czekać do 10 września 1840 r. Otrzymał order Czerwonego Orła IV kl. w okresie liberalnej polityki pruskiej. O społecznej pozycji Kompałły świadczy fakt, że z Polaków odznaczeni zostali jeszcze Edward hr. Raczyński, Edward hr. Potworowski i przyszły arcybiskup ks. Leon Przyłuski. Przez lata pobytu w Ostrowie ks. J. Kompałła poszedł drogą wielu innych Ślązaków przebywających na wielkopolskiej ziemi. Nie tylko stał się patriotą, ale również jednym z najwybitniejszych polskich działaczy oświatowych w Wielkopolsce. Do polskości przyznawał się zresztą zawsze, język polski uważał za swój narodowy, władał nim biegle, podobnie jak niemieckim. Ostrów dał mu możność wykazania inicjatywy i zmysłu organizacyjnego. Coś z tych talentów dostrzeżono już u niego w seminarium, ale wówczas surowo oceniono to jako skłonność do próżności i chęci błyszczenia. Zastał parafię ostrowską zaniedbaną. Ostatni proboszcz, ks. kanonik Jan Kramarkiewicz, miał ciągłe kłopoty z pruską policją. J. Kompałła traktował swe obowiązki duszpasterskie poważnie, wziął się do moralnej i materialnej odbudowy parafii. Mobilizował go kwitnący stan miejscowej ewangelickiej parafii i szkoły. Urządził nowy cmentarz (obecnie zwany "starym"), wydobył parafię z długów i rozpoczął akcję zbiórkową na rzecz budowy nowego kościoła murowanego w miejsce istniejącego drewnianego. Przede wszystkim na uwagę zasługuje jego działalność oświatowa. Rozpoczął ją od wybudowania w 1886 r. wspólnym wysiłkiem parafian i kolatorów (Wilhelma i Bogusława Radziwiłłów) nowej katolickiej szkoły elementarnej dla polskiej młodzieży, której groziła germanizacja w szkole ewangelickiej, dokąd chciano ją skierować. Szkoła katolicka była bowiem w upadku a klasy mieściły się w wynajętych izbach. Gmach nowej szkoły w oczach ówczesnych wydawał się "okazały, pierwszy w powiecie". Już w czasie studiów wybijał się wiedzą i inteligencją oraz talentem kaznodziejskim. Posiadał też jako młody kapłan pokaźną bib1iotekę poważnych książek: 38 dzieł w języku łacińskim, przeważnie z XVIII w., 27 dzieł polskich, 42 dzieła w języku niemieckim. Słynął i potem z nieprzeciętnego poziomu intelektualnego. Znał wagę nauki i doskonale wyczuwał potrzebę szerzenia oświaty, zwłaszcza w warstwie dotąd upośledzonej w tym względzie, tj. chłopstwie. Silnie to podkreślił we wrześniowym kazaniu 1840r., gdy rzucił myśl budowy gimnazjum w Ostrowie. Potem gdy zjawił się w Ostrowie naczelny prezes prowincji Adolf hr. Arnim, przeciwny budowie szkoły, nie wahał się mu Kompałła przeciwstawić. Na uwagę Arnimaa, że zbyt mało jest synów szlacheckich w Ostrowskiem, odpowiedział twardo: "Panie hrabio, my budujemy nie tylko dla szlachty, ale także dla synów chłopskich. Niechaj i oni mają możliwość kształcenia się. Poza tym uczą się oni lepiej niż synowie szlacheccy!". Znany był z daru zjednywania sobie ludzi, zdolności przystosowania się do różnych sytuacji i szerokich kontaktów towarzyskich. Prostotą, przystępności i tolerancją cudzych przekonań zdobył poważanie u wszystkich mieszkańców okolicy, bez względu na narodowość, wyznanie i pochodzenie. Stosunki jego z kolatorami były tak harmonijne, że stawiano je za wzór. Umiał być wobec Radziwiłłów nie lada dyplomatą. W kręgu jego przyjaciół byli demokraci szlacheccy, jak: Wojciech Lipski, Jan Nepomucen Niemojewski czy ewangelik Konstanty Kossecki, niemieccy mieszczanie, jak burmistrz Augustin czy Żydowscy kupcy, jak Aron Berliner, oraz polscy chłopi. Potrafił ich wszystkich zapalić do sprawy budowy gimnazjum, przełamać antagonizmy. Sam nie szczędził ofiar na ten cel. Wiemy, że zaraz po rzuceniu myśli budowy ofiarował na nią 1000 guldenów. Gdy zaś ważyła się sprawa lokalizacji zakładu, zaproponował odstąpienie na budowę gruntu proboszczowskiego. Poparło go kolegium parafialne (Śmiełowski, Ludwik Drygas, Andrzej Rowecki). Sprawa odstąpienia gruntu nie mogła być oficjalnie załatwiona, gdyż wypadła na okres wakansu arcybiskupstwa poznańskiego. Dzięki jednak zabiegom J. Kompałły i kolegium, konsystorz poznański dał ustną zgodę na transakcję i tym samym umożliwił rozpoczęcie niezwłocznie budowy. Formalnie sprawę załatwiono po zgonie J. Kompałły i objęciu arcybiskupstwa przez Leona Przyłuskiego. Był też nie zastąpiony w gromadzeniu datków na cele budowy gimnazjum. Dawał tu dowody wspaniałej pomysłowości i niezwykłego poświęcenia. Znalazło to wyraz w szeregu anegdot, które długo powtarzano sobie w mieście. Gdy po pamiętnym kazaniu zjawił się u J. Kompałły Aron Berliner w jakimś interesie, proboszcz obiecał poparcie w zamian za datek natychmiastowy na gimnazjum. A. Berliner pieniędzy przy sobie nie miał, ale zgodził się zapłacić tyle na propozycję J. Kompałły, ile ksiądz zmieści w dłoni, wkładając ją do woreczka z pieniędzmi zebranymi w kościele. Nie bez satysfakcji świadek wydarzenia zanotował: "Stało się (dziekan Kompałła był mężem potężnym i jego ręka była niemała) i wyjęte pieniądze zostały policzone. Było ich 17 talarów i 25 srebrnych groszy". Ks. J Kompałła zwrócił się też z apelem o datki do swych kolegów uniwersyteckich i znajomych księży z diecezji wrocławskiej, gromadząc w ten sposób już w pierwszych miesiącach przeszło 300 talarów. Potem w trakcie budowy odbywał mimo podeszłego wieku (dochodził siedemdziesiątki) kilkumilowe podróże, zbierając, zwłaszcza na odpustach na Śląsku i Wielkopolsce, datki od swych konfratrów, a po wsiach i miastach dary w pieniądzach, materiałach, pomocy ręcznej lub zaprzęgu. Gdy mu zwracano uwagę na trudy, które podejmował, odpowiadał: "Trudy są moje, ale gimnazjum kilka talarów zarobi". W tych warunkach, mimo potężnej budowy i doskonałego zdrowia, to ostatnie zaczęło podupadać, aż wreszcie zachorował na puchlinę wodną. Skoro jednak czuł się lepiej, znów wracał do marzenia życia powtarzając: "chciałbym jeszcze żyć, bo widzę że dla gimnazjum jeszcze jestem potrzebny". Widział jeszcze gmach pod wiechą, a. potem pod dachem, ale otwarcia zakładu nie doczekał. Choroba robiła bowiem postępy. Nocą 23 stycznia 1844 r. o trzeciej zbudziły go bóle. Wstał, ubrał Się i zaczął czytać w nadziei, że miną. Gdy się poczuł gorzej, posłał po lekarza. Sam został w pokoju. Znaleziono go na progu nie ogrzanego pokoju. Widocznie musiał szukać świeżego powietrza... Śmierć jego wywołała powszechny żal. Na pogrzeb przybyło 28 duchownych i 5 tysięcy ludzi, bez względu na narodowość, religię i pochodzenie. Pochowano go na ostrowskim cmentarzu. W testamencie zapisał dla szkoły i gimnazjum w Ostrowie, szkoły i kościoła w Bukownicy oraz przyszłego kościoła w Ostrowie po 100 talarów. Na pogrzebie zebrano znaczną sumę na gimnazjum, które wraz z pieniędzmi zapisanymi w testamencie Kompałły umożliwiły utworzenie wieczystego stypendium jego imienia.

Wojciech Lipski

Michała i Józefy z Zarembów, urodził się dnia 20 lutego 1805 r. w Lewkowie pod Ostrowem Wlkp. Uczył się najpierw w korpusie kadetów w Kaliszu, a następnie w gimnazjum im. św. Macieja we Wrociawiu. Potem studiował prawo na uniwersytetach we Wrocławiu i Lipsku, a następnie objął gospodarstwo na majątkach w Majkowie i Kwiatkowie. Wkrótce ożenił się ze Stanisławą Grodzicką, a owocem małżeństwa był syn Józef. Po wybuchu powstania listopadowego wraz z garścią, młodych Wielkopolan udał się do Królestwa, gdzie służył w kawalerii, w tzw. pułku kaliskim. Brał udział w kilku potyczkach, otrzymał krzyż Virtuti Militari i ukończył kampanię w stopniu majora (uprzednio był oficerem pruskiej landwery). Wróciwszy do kraju, odbył karę rocznego więzienia w twierdzy głogowskiej. Po powrocie zabrał się z zapałem do gospodarki, należąc do grona nowatorów racjonalnej, kapitalistycznej i opartej na nauce agronomił. Ale nie zamknął się w domowym zaciszu. Do końca życia będą go pochłaniały dwie pasje: agronomia i polityka. Należał do współzałożycieli ziemiańskich kasyn w Raszkowie i Odolanowie, a bywał też w słynnym kasynie gostyńskim, ośrodku wielu ciekawych inicjatyw organicznikowskich". Pełnił też obowiązki radcy Ziemstwa Kredytowego, zasiadał w sejmiku powiatowym i różnych komisjach gospodarczych. Zainteresował się inicjatywą Libelta i Marcinkowskiego, pomagając w zjednaniu zapisów na członków Towarzystwa Naukowej Pomocy, znalazł się też w pierwszym jego zarządzie w 1841 r. Po zbudowaniu Bazaru i założeniu w nim Kasyna Poznańskiego, był jego członkiem. Tam rodziło się wiele inicjatyw i pomysłów społecznych, tam kontaktowało się postępowe ziemiaństwo z mieszczaństwem poznańskim, a zapewne w jego lokalu omawiano taktykę i program działań polskich w sejmie prowincjonalnym, zwanym inaczej "stany prowincjonalne". Pan Wojciech został jego posłem z powiatu odolanowskiego, pełniąc te obowiązki przez trzy kadencje w tzw. kurii rycerskiej. Kilka razy stawał i uzasadniał wniosek o założenie w Poznaniu polskiego uniwersytetu. Sejm przyjmował te wnioski i umieszczał w petycji do tronu, ale król z reguły odrzucał owe prośby, mimo starannego uzasadnienia. Wnosił z powodzeniem wniosek o założenie czwartego seminarium nauczycielskiego w Krotoszynie oraz o szkołę średnią dla dziewcząt w Poznaniu, ale bezskutecznie. Z powodzeniem również wnosił i uzasadniał na sejmie konieczność założenia męskiego gimnazjum katolickiego w Ostrowie Wlkp. dla młodzieży z południowych powiatów. Wywodził, że brak gimnazjum w tych powiatach uniemożliwia młodzieży kształcenie się na poziomie średnim, Co odbijało się na braku kandydatów do zawodu urzędniczego, nauczycielskiego i duchownego. Inicjatywę dał ks. Kompałła z Ostrowa, ale pan poseł odolanowski umiejętnie i gorąco popierał sprawę, aż zyskał od ziemian i mieszczaństwa oraz kleru zobowiązania do ofiar na budowę gimnazjum. Sejm przyjął wniosek, a król tym razem wyraził w odprawie sejmowej zgodę i obaj działacze z całym entuzjazmem i ofiarnością przystąpili do dzieła. Zbiorowym wysiłkiem i ofiarnością mieszkańców regionu południowego doprowadzono do otwarcia gimnazjum w Ostrowie w 1845 r., co było wielkim przeżyciem dla inicjatorów, ofiarodawców i młodzieży. Lipski przemawiał na tej uroczystości do grona nauczycielskiego, apelując do dyrektora Engera o pie1ęgnowanie polskiego języka. W toku czynności poselskich i zabiegów na rzecz szkoły, zaangażował się także w 1844 r w powołaniu do życia towarzystwa rolniczego w powiecie odolanowskim, a następnie, za pośrednictwem pastora Kasjusza w porozumieniu z Gustawem Potworowskim, w powołaniu pierwszego prowincjonalnego. Towarzystwa Rolniczego. Wszakże wybór zarządu w dniu 28 grudnia do którego, po uprzednim porozumieniu, Polacy wybrali najpopularniejszych patriotów, głównie weteranów z 1831 r., uznały władze pruskie za opozycyjna demonstracją. Dążyły do współpracy polskich i niemieckich ziemian, ale w tej sytuacji odmówiły zatwierdzenia zarządu, który działał przez kilka miesięcy i pertraktował o upełnomocnieniu, ale bez skutku. Ciekawe projekty i pomysły nie doczekały się urzeczywistnienia, a wypadki 1846 r. ostatecznie przesądziły zawieszenie tego rodzaju spraw. Wszakże Lipski od dawna włączył się najpierw w pomoc dla emigracji, a następnie często ukrywał u siebie emisariuszy Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. Przystąpił do wielkopolskiej konspiracji demokratyczno - insurekcyjnej, inspirowanej przez Towarzystwo, a kierowanej przez Karola Libelta. Wiadomo, że organizacja ta przechodziła wewnętrzne konflikty i rozłamy, wywołane przez rewolucyjnego demokratę Edwarda Dembowskiego i nacisk tajnej organizacji plebejskiej pod kierunkiem Walentego Stefańskiego Denuncjacje niektórych szlacheckich konspiratorów, obawiających się ewentualnej rewolucji społecznej, doprowadziły do uwięzienia najpierw Stefańskiego a następnie Mierosławskiego, Libelta i wielu konspiratorów z różnych warstw społecznych. Lipski został aresztowany wiosną 1846 r., ale po wstępnym sledztwie, zdaje się uwolniono go i nie znalazł się wśród oskarżonych w słynnym wielkim procesie berlińskim, toczącym się od początku sierpnia do grudnia 1847 r. Po powrocie do Lewkowa zapewne utrzymywał poufne kontakty z pozostałymi na wolności demokratami. Zgodnie z tradycją 1831 r. wziął czynny udział w ruchu 1848 r. w swym powiecie, jako organizator powiatowych organów, podległych poznańskiemu Centralnemu Komitetowi Narodowemu, powołanemu już 20 marca 1848 r. Gdy założono ochotniczy obóz powstańczy w Pleszewie, znalazł się w nim jako oficer Koledzy wydelegowali go do udziału w rokowaniach z gen. Wilisenem w Jarosławcu (pow. średzki) w dniach 10 i 11 kwietnia, który zmierzał do rozbrojenia i -likwidacji obozów. Pan Wojciech pozostał w szeregach aż do dramatycznych dni po potyczkach pod Miłosławiem i Września, po czym wrócił do Poznania, a następnie do domu, gdzie wziął czynny udział w przygotowaniach powiatu do pierwszych wyborów do pruskiego zgromadzenia narodowego na początku maja. Został wybrany na posła ze swego powiatu i pojechał do Berlina. Tam znalazł się w grupie lewicy polskiej, współdziałającej z niemiecką demokracją, aż do oświadczenia opozycji lewicowej z 4 listopada przeciw gwałtom rządu i wojska wobec konstytuanty. Współdziałał z redakcją "Die Reform", organem mieszczańskiej lewicy na czele z Arnoldem Ruge. Wraz z posłem Lisieckim należał do komisji petycyjnej zgromadzenia po zamachu gen. Brandenburga. Nie przemawiał, ale zasiadał w komisjach i brał czynny udział w różnych zakulisowych naradach. Na użytek zgromadzenia napisał broszurę pt. Beitrage zur Beurteilung der Ereignisse im Grossherzogthum Posen, polemizując z publikacjami oficjalnymi i niemieckimi broszurami Wespół z Potworowskim i Pantaleonem Szumanem opublikowali Bemerkungen zu der Denkschrift über die Ereignisse im Grossherzogthum Posen 1848. Publikacje te. miały na celu przedstawienie sejmowi i niemieckiej opinii publicznej opisu wypadków i dążenia prawicy Polaków do narodowej reorganizacji Księstwa, tj. jego autonomii w Prusach. Prowadził też rozległą korespondencję w różnych sprawach politycznych i społeczno organizacyjnych, zwłaszcza gdy znalazł się we władzach kierowniczych Ligi Polskiej. Była to organizacja, założona głównie przez posłów polskich w Berlinie 25 czerwca 1848 r. z inicjatywy Augusta Cieszkowskiego, w celu skoordynowanej i Legalnej obrony wszelkich interesów ludności polskiej w Prusach. Z tego tytułu brał udział w zjeździe de1egatów Ligi w Kórniku w styczniu 1949 r. Pełnił w tzw. Dyrekcji funkcję przewodniczącego wydziału spraw włościańskich i rolnictwa. Wszakże epidemia cholery w powiecie w 1849 r. odcięła go od centrali Ligi, toteż niewiele mógł zdziałać. Co prawda opracował i posłał Cieszkowskiemu kilka projektów, które zresztą nie doczekały się urzeczywistnienia (nb. choroba i dłuższy pobyt w Berlinie utrudniały żywszą aktywność w prowincji). Proponował on: 1) wyznaczenie przez Ligę nagrody za książkowy poradnik rolniczy dla chłopskich gospodarzy, 2) wydawanie popularnego pisemka rolniczego dla ludu, 3) wydawanie pisma rolniczo - przemysłowego dla większych właścicieli ziemskich - na wyższym poziomie, 4) zakładanie chłopskich stowarzyszeń rolniczych jako środka szerzenia postępu w rolnictwie, 5) zakładanie kas pożyczkowych dla chłopów. Od lutego 1849 r. należał też do składu poselskiego drugiego z rzędu sejmu pruskiego. W tej kadencji posłowie polscy założyli stałą, sformalizowaną statutowo organizacji zwaną Koło Polskie. Należał on do komitetu redakcyjnego regulaminu Koła. W sejmie wraz z Lisieckjrn nałeżał do komisji adresowej; jego poprawek do adresu nie zatwierdziło jednak Koło. Po rozwiązaniu sejmu nie został wybrany do trzeciego z kolei. W lecie 1849 r. współdziałał z Libeltem i Moraczewskim w założeniu i finansowaniu nowego demokratycznego pisma pt. "Dziennik Polski", jako przeciwwagi umiarkowanie liberalnej "Gazety Polskiej". Znów ukrywał przebywających w Poznańskiem emisariuszy emigracyjnych, którym władze pruskie zakazały pobytu. Jako przewodniczący powiatowego towarzystwa rolniczego wiele czasu i wysiłku włożył w szerzenie racjonalnej gospodarki rolniczej, sam świecił przykładem i pomagał wielu sąsiadom. Zorganizował szkolenie włodarzy przez praktykę wędrowną U różnych właścicieli, aby poznali różne systemy i specjalizacje gospodarskie. Sprowadził do lewkowa na pewien czas synowca słynnego ks. Dzierżona, który w 1852 i 53 r. przeprowadził kilka kolejnych kursów pszczelarstwa, przy czym Łipski zapewnił uczestnikom u sobie kwatery. W ten sposöb kfłkunastu nauczyciełi nauczyłc się nowego pszczeiarstwa i potem zostao instruktorami tej umiejętności. Polecił też znanemu pisarzowi ludowemu, Józefowi Lompie ze Ś1ąka napisanie popularnego instruktarza i wydał mu broszurkę pt. Nauka o zakładaniu żywych płotów . Pomagał mu też finansowo i korespondował z nim. Wydawał Sam albo finansował wydanie różnych broszur rolniczych bądź oryginalnych, bądź tłumaczonych, które rozsyłał kasynom i stowarzyszeniom lub rolnikom. Najważniejszym jednak jego czynem było podjęcie wydawania wraz z Włodzimierzem Wolniewiczem od 1850 r. miesięcznika rolniczego pt. ,"Ziemianin" Ponosił nie tylko koszta, ale też główny ciężar autorski i redakcyjny. Pisał wiele artykułów, omówień, komunikatów, sprawozdań z doświadczeń. Po początkowym zapale brakło potem współpracowników i abonentów, aż w 1853 r. pozostali sami redaktorzy. Gdy kolega się wahał i zamierzał zawieszenie pisma, pan Wojciech z niezwykłą wytrwałością i energią podtrzymał pismo, ograniczywszy nieco objętość. Z obfitej korespondencji redakcyjnej, znanej autorowi z archiwum redakcji w zbiorach lewkowskich, można było prześledzić ogromny trud i umiejętności oraz pomysłowość i ofiarność redaktora i wydawcy. Publikując sprawozdania z prac towarzystw rolniczych oraz własnych doświadczeń zdobywał się na przyznanie do błędów w tej dziedzinie. Ponadto jeszcze czujnie śledził podziemny nurt polityki emigracyjnej i wiązał optymistyczne nadzieje z wojną krymską. Jeszcze latem 1854 r ukrywał agenta przysłanego przez Adama Czartoryskiego, Aleksandra de Jean, który miał przeprowadzic dla Francji wywiad w Królestwie. Ogromny wysiłek redaktorski, gospodarski, instruktorski, działalność poselska, społeczno-charytatywna, niezwykła uczynność, dobroć, pogoda ducha, hojność na cele narodowe wytrwałość w pracy, cechowały go do końca pracowitego życia. Choroba serca zmusiła go do kuracji w Kissingen, gdzie niespodziewanie zmarł przedwcześnie, zaledwie pięćdziesięcioletni, w dniu 22 sierpnia 1855 r. Służył zawsze całym sercem i wszystkimi siłami społeczeństwu i wszystkim potrzebującym, wojak, spiskowiec, poseł, ogranicznik, zawsze czynny i ofiarny, wytrwały. A. Wojtkowski, Bibliografia historii Wielkopolski, Poznań 1938; Z. Grot, Działalność posłów, polskich w sejmie pruskim w latach 1848 - 1850 Poznań 1961; W. Jakóbczyk, Studia nad dziejami Wielkopolski, t. I, Poznań 1951; St. Kienewicz, Społeczeństwo polskie w powstaniu poznańskim 1848 roku, Warszawa 1960; "Ziemianin", 1855 (nekrolog).